Od czego się wszystko zaczęło?

Od czego się zaczęło? Że coś jest nie tak zaczęłam rozumieć ok.9 lat temu, ale tak naprawdę analizując swoją wczesną młodość już wtedy można było dostrzec jakiś problem.

Dzieciństwo

Byłam dzieckiem, które zawsze coś bolało, ciągle się czegoś bałam, płakałam bez powodu, ze stanu rozpaczy potrafiłam płynnie przejść do euforii. W latach 90 tych, kiedy byłam dzieckiem świadomość zaburzeń nerwicowych była bardzo mała, nie wspomnę, że kto pomyślał w tamtych czasach, że to dziecko może być chore?! Dzisiaj świadomość, jakie piętno mogą odcisnąć zaburzenia nerwicowe bez względu na wiek jest dużo większa.

Młodość

Powrócę do czasu sprzed 9 lat. To wtedy zaczęły się moje obsesyjne myśli o śmierci i o tym, że mogę zachorować w każdej chwili. Napady tych myśli miałam, co 3-4 miesiące, trwające parę dni. Tłumaczyłam to tym, że nie potrafię otrząsnąć się po śmierci bardzo bliskich mi osób. Później bałam się coraz bardziej i coraz częściej. Wtedy też doszły lęki o wymyślone problemy i irracjonalna analiza zdarzeń lub sytuacji z mojego życia. Wymyślałam problem i bałam się go. Pisałam w głowie scenariusze tragicznych zdarzeń. Takie stany pojawiły się, co 1-2 miesiące i trwały do 2 tygodni. Z perspektywy czasu wiem, że to było jeszcze znośne, choć wtedy wydawało mi się, że tak bardzo pogarszają standard mojego życia.

Dorosłość

Ok 3 lata temu strach był już nie do opanowania przez większość tygodnia. I tak 3-4 dni żyłam w ogromnym strachu, po czym następowały 3-4 dni wyciszenia. Przez te 3 lata wydawało mi się, że jest bardzo źle, ale najgorsze było dopiero przede mną. W styczniu tego roku doszły ataki paniki. Poza strachem i lękiem, pojawiły się objawy, które w mojej opinii sugerowały mi, że nie tylko jestem chora, ale ja umieram.

Dzisiaj walczę, walczę jak szalona. Siłę do walki daje mi nadzieje na zdrowie, ale poniekąd też starach przed chorobą. Chcę cieszyć się z życia z tego, co mam. Chcę budzić się i zasypiać bez strachu. Walkę podjęłam, ale o tym w kolejnym poście, dlaczego zdecydowałam się na leczenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *