Koronawirus – jak żyć? no jak?

Koronawirus – jak żyć? no jak?

No właśnie jak żyć moi drodzy?? Sytuacja jest ciężka dla każdego, a w szczególności dla takich osób jak ja. Na szczęście jestem na takim etapie terapii gdzie już w pewnym stopniu kontroluje swoje lęki i ich samoistną eskalację. Myślę, co by było gdybym nie opanowała tej sztuki? Przecież takich osób jak ja jest tak dużo i jak oni dziś żyją? Najgorsze są lęki o własne życie, w których kłębią się myśli typu czy ja mam stwardnienie rozsiane? Czy ja umieram? Boli mnie- to na pewno rak. Wynajdywanie choroby i diagnoza z Google są najlepsze. Lekarz Google wszystko nam powie i postawi najlepsza diagnozę. A na koniec zostaje tylko wizyta i potwierdzenie diagnozy u lekarza. Oczywiście wiem tak samo jak i Wy, że nasze samozwańcze diagnozy kończą się odesłaniem do domu w związku z brakiem choroby. Najważniejsze… bóle ustępują wraz z wypowiedzianymi słowami lekarza jest Pan/Pani zdrowy/zdrowa. Ale karuzela się kręci dalej, poszukiwania choroby trwają. I teraz jak tu uwolnić się od swojego koszmaru? Lekarze nie przyjmują, a nawet gdyby, strach przez koronawirusem trzyma nas w domu. Strach rośnie i rośnie, a w naszej głowie jedno przeczucie: stan jest na pewno ciężki, pomocy trzeba szukać. I tu się musimy zatrzymać. Ile razy już przekonaliście wszystkich w około, że na pewno macie guza mózgu? Pełna diagnoza lekarska nic nie pokazała. To tutaj zadam pytanie ( także sobie), a dlaczego teraz właściwie miałoby być inaczej? Przecie nerwica lękowa polega na ciągłym wymyślaniu chorób i baniu się ich. Po dwóch latach intensywnej terapii i wspomaganiu farmakologicznym ciągle walczę z tym potworem. Ciągle tłumaczę sobie, że jestem zdrowa i nic mi nie jest, ale gdzieś z tyłu głowy krążą szare myśli. Dziś myśląc racjonalnie wiem też, że cokolwiek nie wpiszę w Google i tak na końcu listy chorób prawdopodobnie jest nowotwór, albo inne schorzenie potencjalnie zakańczający ten ziemski żywot. Podsumowując jest nam strasznie ciężko żyć teraz, ale pamiętajcie, że prawdopodobnie w związku z ciągłym lękiem regularnie diagnozowaliśmy się na różne choroby, czyli teraz pocieszajmy się, że jesteśmy dobrze przebadani i szansa, że coś nam dolega jest minimalna.

Głowa głową, a co z ciałem?

Honka –Stonka ( moja psycholog) zawsze mnie pyta, co się dzieje w moim ciele jak mam te napady lęków? Moje ciało jest maksymalnie spięte. Wasze zapewne w takich momentach też. Jedyne, co możemy zrobić to  zrelaksować się. Wiem, wiem jak się strasznie boję, też ciężko mi uspokoić się i myśleć pozytywnie. Gdy mi przychodziły te okropne myśli o śmierci i chorobach mama poleciła mi żebym zamykała oczy i wyobrażała sobie, że te myśli to są chmury, które przelatują na mym niebie i zaraz odlecą i nie warto się skupiać na nich. Starajcie się przeganiać ciemne chmury by pokazały się na niebie te jasne. Obiecuję uda się, może nie za pierwszym razem, ale za kolejnym na pewno. A na relaks polecam prysznic czy kąpiel w ciepłej wodzie, dobrą książkę na dobranoc. Poniżej znajdziecie także link do sesji terapeutycznej, które często słucham. Pomaga mi, więc mam nadzieję, że Wam też. Dajcie znać pod postem, co myślicie o nagraniu. Pamiętajcie, że nie jesteście sami. J

https://youtu.be/U2QlyshfFdQ  – link do sesji terapeutycznej – Bezpieczne miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *