Jak często czuję się gorsza od innych…

Ostatnio na jednej z grup, której jestem członkiem często pada pytanie „ Czy czujecie się gorsi od innych?” Ja dorastałam w domu, w którym jako dzieci nie byliśmy chwaleni zbyt często, ale to z powodu innej świadomości w tamtych czasach. Dzisiaj znaczenie tego, co dziecko wyniesie z najmłodszych lat jest znacznie na wyższym poziomie. Wszędzie mówią chwalcie swoje dziecko, budujcie jego własne poczucie wartości, bo to przyniesie duże korzyści w jego dorosłym życiu tak jest dziś. Jak widzę siebie z dzieciństwa? Zawsze podziwiałam innych uważałam ich za lepszych, za mądrzejszych, a siebie się wstydziłam. Dlaczego? Nie wiem w sumie. Pewnie przez brak wiary w siebie i swoją wartość. Strasznie byłam zazdrosna o moją siostrę i brata, gdy byli chwaleni i w konsekwencji reagowałam krzykiem i złością kierowaną w każdego. Ta złość budowała mnie od dziecka oczywiście nie było to jedynym czynnikiem, który miał tak ogromny wpływ na moje życie, ale o tym innym razem.  Ta złość, której nikt nawet nie próbował zdiagnozować, ani zrozumieć powodowała, że nie byłam lubianym dzieckiem, ani też chwalonym. Pamiętam jak mówiono do mojej siostry, że jest łabądkiem i wtedy było mi strasznie przykro, bo mi nikt niczego takiego nie mówił. Równolegle z miłymi słowami dla mojej siostry rosła moja złość do mojej rodziny i całego świata za to, że nie umiem, nie potrafię i nie chce być taka, jaką oni chcą bym była. Chciałam być sobą. Tak było kiedyś, a kim jestem dziś??W pracy dorosłą, mądrą kobietą, z której zdaniem się liczą, często proszą o poradę, specjalistę w swojej dziedzinie. Dla przyjaciół? Fajną dziewczyną, która jest dobrym przyjacielem, skorym do pomocy, wspierającym, wyrażającym opinie bez ogródek tak jak czuję, co czasami rani innych. W domu? Ciągle patrzą na mnie przez pryzmat niestabilnego, krzyczącego i niedobrego dziecka. Tutaj prawie nikt nie daje mi możliwości dorosnąć. Każda moja próba zawalczenia o siebie, o swoje racje kończy się wmawianiem mi, że rozpętałam wojnę, ze nie mam racji, ze jestem awanturnicą. Wszystko, co bez echa przyjmowane jest z ust innych domowników, u mnie jest uznawane, za objawy choroby. Dla części rodziny jestem osobą o ciężkim charakterze, chorą na nerwice, niepokorną. Druga cześć rodziny uważa mnie za głupią, kogoś gorszego, chorego psychicznie. Wczoraj po raz kolejny doszło do sytuacji, w której moja postawa asertywna skończyła się atakiem na mnie połowy rodziny. Wmawiając mi, że jestem podła, bo nie chce pomóc, a nawet to, że zmuszam mojego męża do spędzenia czasu ze mną, kiedy on mógłby zrobić coś innego!! Tutaj Honka –Stonka( moja psycholog) się ucieszy. Po części dałam się sprowokować, bo uniosłam głos, ale nie wyklinałam ich ile tylko sił w płucach i nie wyszukiwałam najlepszych wulgaryzmów. Moja złość słowna przerodziła się w płacz. Taki, który rozrywa płuca i zalewa cała duszę rwącym potokiem. Dla kogo to lepsze? Dla mnie, bo nie było po raz kolejny pożywki do tematu dnia, którym jest moja choroba psychiczna. I wypłakałam żal i smutek, jaki dostarczyła mi ta sytuacja. Mogę iść do przodu.

Czy ja jestem gorsza od kogoś? Nie jestem. Od dziecka los przypisał mi role tej złej, tej, co krzyczy, co nie da sobie nic powiedzieć. Ciężko mi z niej wyjść, ale pracuje nad tym i staram się jak mogę. Wiem, że mi się uda i nabędę umiejętność twardego stawiania swoich granic i nie dam się prowokować do dyskusji, które zmierzają tylko do jednego. Wiem też, że jestem mądra, wartościowa, ważna i kochana, tylko czasami zapominam się na mała chwilę. Pamiętajcie, że najważniejsze jest to byśmy się sami kochali, a miłość od innych przyjdzie z czasem. Może nie od tych, od których liczyliśmy, a od innych bardziej wartościowych. Nigdy nie dajcie sobie wmawiać, że przez depresje czy chorobą nerwicową jesteście gorsi od kogoś, że nie jesteście w stanie czegoś osiągnąć, panować nad swoim życiem czy podejmować słuszne decyzje. Pamiętajcie, że to, co przeżywacie w związku z chorobą w żaden sposób Was nie wyklucza, to nie Wasza wina, że dostaliście taki prezent od losu. Członkowie Waszych rodzin i przyjaciele powinni Bogu dziękować, że nie znają bólu duszy, która przenika, ogarnia bez reszty i popycha do obłędu.

Do rodzin osób takich jak ja.

Jeżeli, macie takiego członka w rodzinie, nie bagatelizujcie problemu. Nie mówcie nic się nie dzieje, że powinni sobie znaleźć zajęcie czy na odwrót, że są chorzy psychicznie. Dajcie wsparcie, pomóżcie podjąć decyzję o leczeniu być może wspólnym całej rodziny, bo wiedzcie, że wielokrotnie choruje cała rodzina, a choroba skupia się na jednej osobie. To żaden wstyd chorować. Jak już pisałam głowa może chorować tak samo jak ciało.

Do zobaczenia! Trzymajcie się mocno!

6 Comments

  1. as

    Serce to coś niezależnego od wszystkiego …. a Ty masz ogromne… kocham cię.

    1. admin

      Dziękuję 🙂

  2. Helena

    Trzymaj się na pewno jesteś wspaniała i wartościowa

    1. admin

      Dziękuję

  3. Ania

    Jesteś zdrowa, bo czujesz i emocje są Twoje…

    1. admin

      Już prawie tak, ale długa droga przede mną.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *